Ale jak? (żyć lepiej)
Nie wiem, nie umiem, nie potrafię.
Ale chcę!
Przecież każdy chce żyć dobrze i lepiej.
To JAK to zrobić?
Teorii o tym jak żyć lepiej jest całe mnóstwo.
Gorzej gdy mamy przejść od teorii do praktyki...
Tutaj zaczynają się schody, mur beton albo kłody pod nogami.
Każda odpowiedź na pytanie "ALE JAK?" (mam żyć lepiej), zawiera w sobie instrukcję którą należy uruchomić w praktyce. Chcieć a móc, chcieć a wykonać, chcieć a zrobić - to zupełnie dwie różne kwestie. Jest ogrom świetnych książek o tym jak żyć lepiej. Dzisiaj mamy szeroki dostęp do różnej maści specjalistów i fachowców, którzy oferują swoje usługi jako poprawę naszej jakości życia. Jak grzyby po deszczu pojawiają się oferty warsztatów, sesji terapeutycznych itp. Jest w czym i w kim wybierać. Tylko, że za tym wszystkim kryją się też haczyki.
Jest coś z czego niekoniecznie, zdajemy sobie sprawę. To INTENCJE. Zarówno z naszej strony jak i ze strony osoby, z którą zdecydujemy się nawiązać współpracę. Nakierowani ogromnym pragnieniem chęci uzyskania lepszego życia, niekoniecznie jesteśmy świadomi naszych intencji. Tego co za naszymi chęciami się kryję wewnątrz naszej duszy i psychiki. Tym bardziej, nie mamy pojęcia jakimi intencjami kierują się osoby oferujące nam pomoc czy wsparcie. Kiedy czytamy opisy książek, warsztatów czy propozycji sesji uzdrawiających czy terapeutycznych niejednokrotnie widzimy zachęty które wzbudzają nasze OCZEKIWANIA. To wzmacnia nasze NASTAWIENIE do EFEKTÓW, które chcemy i których pragniemy. A przecież naszym celem jest lepsze życie. Czyż nie?
![]() |
| Obraz źródło |
Mam długoletnie doświadczenie we współpracy z psychologami, terapeutami, coachami, konsultantami i innych terapeutów. Różnie było. W gronie tych osób są takie, które oferują swoje usługi głośno i wyraźnie i takie, o których nie ma nigdzie słowa w eterze internetu. Jedni reklamują się bardziej, inni mniej a kolejni wcale. Mogę jedynie podpowiedzieć, że im mniej zachęty i wzbudzających apetyt potraw, tym lepsza współpraca.
Instrukcji na poprawę jakości życia, na to JAK żyć lepiej jest na prawdę bardzo, bardzo dużo. Część z nich doskonale znamy. Ale znać a wykorzystać w praktyce i przełożyć je na realia to nie jest to samo. Spotkać na swojej drodze dobrego specjalistę czy terapeutę, który idealnie wstrzeli się we współpracę z nami to też nie jest prosta sprawa. Nie zawsze za tym, co oferuje specjalista kryją się właściwe intencje. Przede wszystkim, nikt nie jest w stanie zrobić czegokolwiek za nas samych. Bazując na moim doświadczeniu - 10-20% zaangażowania ze strony specjalisty a reszta należy do nas samych. Jeśli mam 36 lat i zaczynam życiowe przemeblowanie, to żaden specjalista nie wyniesie starych mebli i nie wniesie nowych za mnie. Specjalista, może mi podpowiedzieć w JAKI sposób zapakować stare meble, skąd mogę wziąć transport i gdzie zamówić nowe meble. Specjalista da wskazówkę ale to ja wykonuję całą resztę. Mogę się do tego dostosować lub bazować na tych wskazówkach i sama postąpić w dobry dla siebie sposób. Specjalista może wytknąć pewne nieścisłości w mojej historii, nakierować na właściwy tor. Wskazać metody i techniki rozwiązania danych sytuacji czy problemów. Ale to ja podejmuję ostateczną decyzję co z tym robię i czy w ogóle robię.
Bywają tacy terapeuci, którzy niewiele wskazują. Niewiele podpowiedzą. W swoje wypowiedzi wplatają oceny, przekładają swoje życie na pacjentów. Tacy, którzy traktują swoich klientów jak żyłę złota i tak prowadzą terapię czy współpracę żeby jak najdłużej ciągnąć pieniądz.
Istnieją świetne książki, które potrafią wywrzec na nas niezwykłe wrażenia, zmotywować do refleksji, do zwiększenia świadomości, do podjęcia decyzji o tym aby coś zmienić, przepracować. Te same książki, potrafią też wywołać frustracje i złość, zniechęcenie do czegokolwiek... Ten sam terapeuta potrafi być zachwalany przez jedno grono pacjentów a przez drugie krytykowany. Na jednych warsztatach będziemy się zachwycać a ktoś ze współuczestników będzie rozczarowany.
Niejednokrotnie upadamy i wydaje nam się, że nie mamy siły aby dalej szukać odpowiedzi na pytanie "ALE JAK?" (żyć lepiej). Jedni więc poddają się i zostają w tym miejscu, drudzy podnoszą się, wstają na nogi i szukają dalej. Jeszcze inni pozwalają aby rozwiązanie odnalazło ich we właściwym miejscu i czasie. Nie teraz, to innym razem.
Przyznam, że ja w swojej współpracy z terapeutami i przewodnikami lubię taką, gdzie dostaję pracę domową. Taką, gdzie dostaję konkretne zadania do wykonania. Gdzie ktoś mi rzuca wędkę z przynętą a ja robię z nią to co trzeba. Uważam, że jest to najbardziej efektywna współpraca. Gdzie ten kontakt z przewodnikiem jest sporadyczny a ja wykonuje te 80-90%. Lubię też obserwować to co się dzieje ze mną, w trakcie wykonywania tych zadań. Jak reaguje moje ciało i jakie pojawiają się emocje. Jest to dla mnie fascynujące chociaż bywa męczące. Efekty owszem, pojawiają się w różnym czasie. Jedne są widoczne niemal od razu, inne po iluś dniach a na niektóre "czekam" kilka miesięcy. Wszystko zależy, od tego co przerobiłam i jak układa się eterze by przejść na sferę fizyczną.
Dziękuję każdej napotkanej osobie w mojej drodze do szczęścia i lepszego życia. Dziękuję, bo każdy z Was czegoś mnie nauczył.
![]() |
| Obraz: źródło |
Jest jeszcze jedna strona całego tematu.
Tendencja do narzekania, jęczenia, marudzenia, jojczenia... ohhh jak mi źle, jak niedobrze, jak jestem nieszczęśliwa/nieszczęśliwy. Taki człowiek jednocześnie nosi w sobie przekonanie i twierdzi, że CHCE żyć lepiej. Ale czy na pewno? Sama też byłam kiedyś na takim etapie. Narzekania i marudzenia. Jednocześnie twierdziłam, że chcę! A gdy dostawałam pod nos instrukcje JAK i CO trzeba zrobić, to już mnie to nie interesowało. Co więcej, w słowach chciałam lepiej a w praktyce już niekoniecznie. Słuchałam co trzeba zrobić, czytałam o tym ale już nie przekładałam tego na życie realne. Robiłam to bezwiednie, nieświadomie i automatycznie. Widzę to dzisiaj z perspektywy czasu i wyjścia z tego schematu. Widzę to teraz u ludzi wokół siebie. Za tym postępowaniem kryje się tylko potrzeba poklepania po ramieniu, pogłaskania po głowie. Utwierdzenia się we własnych przekonaniach jak jest źle. Chęć aby było lepiej jest tylko i wyłącznie powierzchowna. Z takim człowiekiem rozmawiając dzisiaj na dany temat, za pół roku przekonamy się że ten dalej mówi to samo. Tacy ludzie też bardzo często proszą o pomoc, tylko dla zwrócenia na siebie uwagi. Biorąc z tej pomocy tylko co jest dla nich korzystne. Bez swojej niewymuszonej woli. Współpraca z takimi osobami jest bardzo wyczerpująca z bardzo prostej przyczyny. Gdy druga strona próbuje pomóc wkłada w to ogrom swojej energii. Tą energią osoba narzekająca się karmi. Bywa że tą drugą stroną jest terapeuta np. psycholog. I ten psycholog robi wszystko aby pomóc drugiemu człowiekowi a efektów brak. Zdarzają się też tacy terapeuci, dla których pożywką są tacy pacjenci. W każdym z takich przypadków widoczny jest brak efektów współpracy.
Warto przyjrzeć się, samemu sobie. Zadać kilka pytań. Zastanowić się nad tym, czego na prawdę chcę? Czy aby na pewno chce zmiany w swoim życiu? Czy wbrew temu co mówię na zewnątrz, jest mi wygodnie z tym co mam? Czy współpraca z terapeutą, z którym współpracuje przebiega efektywnie? Czy osiągam zamierzone cele? Czy czuję się lepiej? Bardzo ważną odpowiedzią na pytanie jest czy nie czuje się wykorzystywana/y finansowo lub energetycznie przez: (tu wstaw dowolną osobę ze swojego otoczenia).
Podejmuj współpracę z tymi, którzy na prawdę oczekują efektów. Ustalacie cele i sukcesywnie do nich dążycie. Wyznawaj zasadę, że to Ty robisz 80-90%. To Twoje życie ma być lepsze. To Ty masz korzystać z instrukcji, technik, metod i sposobów, dzięki którym zmienisz siebie i swoje odczucia względem życia.
Można żyć lepiej nawet jeśli codzienność nie należy do łatwych, lekkich i przyjemnych. Można dźwigać trudy i być szczęśliwym. Pomimo i ponad wszystko.
Dlatego w moim otoczeniu zaszły zmiany. Adekwatnie do efektów mojej pracy. Otaczam się ludźmi którzy mnie inspirują i motywują do dalszej pracy.


Komentarze
Prześlij komentarz