(nie) komfortowo

 "Jakie korzyści daje Ci chorowanie?"

Pamiętam gdy zadano mi to pytanie lata temu.

Jak bardzo absurdalne ono mi się wydawało. Niedorzeczne.

Jak to korzyści?

A co jest dobrego w chorowaniu?

Przecież nikt świadomie nie chce chorować! Choroby wymyśla Pan  Bóg, środowisko, otoczenie, zły tatuś, mamusia... Świadomie i logicznie nikt nie chce chorować. Ale to czego chce nasza dusza, nasza nieświadomość, podświadomość. Jakie kryją się za tym emocje...

Przyznanie się do tego, że z chorowania odczuwam korzyści było jak przyznanie się do zbrodni. W toku terapeutycznym wszystko wyszło jak na dłoni. Powtarzające się sytuacje życiowe doskonale to pokazywały. 


Gdy miałam 13 lat, w październiku wylądowałam w szpitalu z atakiem wyrostka robaczkowego. Znalazłam się w miejscowym szpitalu na oddziale chirurgii. Przeszłam moją pierwszą w życiu operację. Dokładnie 22 lata później, w październiku wylądowałam w szpitalu z odmą. Znalazłam się w miejscowym szpitalu na oddziale chirurgii. Przeszłam zabieg na bloku operacyjnym. Przypadek? Czynników, które złożyły się na to powtórne wydarzenie było tak wiele, że nie od razu dotarłam do przyczyny. A przyczyna tkwiła właśnie w przeszłości. Analiza źródła tego co wydarzyło się w pewnym sensie ponownie, pozwoliła wyciągnąć te korzyści. Ból i cierpienie przyciągają uwagę. Uwagę osób z zewnątrz. To mogą być nasi bliscy gdy cierpimy w domu. To może być personel medyczny. Nagle człowiek jest w centrum uwagi, zajmuje się nim sztab ludzi. Codzienne życie staje się odległym światem. Nagle nic nie trzeba. Obowiązki schodzą na dalszy plan. Przez 10 dni moje płuco "nie chciało" się podnieść, rozprężyć. Leżałam przypięta rurką z płuca do maszyny w ścianie. Poza leżeniem na jednym boku nie mogłam nic więcej. Nie mogłam się umyć ani skorzystać z toalety. Siku robiłam do basenu. Czy na prawdę można było upaść niżej? Czułam się jak w pułapce. Ogromna niemoc i bezsilność wobec siebie samej. I standardowa rozpacz. A tak na prawdę, w mojej głębi toczyłam wewnętrzną walkę aby moje płuco zaczęło się podnosić.  Po tygodniu takiego stanu podjęłam decyzję: "Nie kurwa. Nie zgadzam się aby tkwić w tym stanie." Odłożyłam na bok niemoc i bezsilność. Zaczęłam wizualizować sobie jak moje płuco się rozpręża i podnosi. Kluczowe jest to, że ten szpital w którym się znalazłam był idealnym odzwierciedleniem mojego obecnego stanu. Tam robiono wszystko aby moje płuco się nie rozprężyło. Leczenie jakie stosowano było nieskuteczne. Decyzję podjęłam w sobotę. Dokładnie po tygodniu gdy tam się znalazłam. W niedzielę płuco wypchnęło rurkę, którą ostatecznie usunięto w poniedziałek. We wtorek wyszłam z tego piekła. Które było doskonałym odbiciem lustrzanym mojego wnętrza, emocji i uczuć które sukcesywnie zbierałam i gromadziłam przez wiele długich miesięcy a może i lat... 


W piątek dotarłam do drugiego szpitala. Gdzie moje nastawienie było zupełnie inne niż w poprzednim miejscu. W efekcie kolejnego dnia moje płuco śmigało jak ta lala będąc w pełni rozprężone. 

Siła umysłu i emocji jest nieoceniona. Emocje i uczucia to energia, moc i właśnie siła napędowa. To powtórne doświadczenie dało mi ogromną lekcję. Jeszcze większą weryfikację mnie samej. Mojego podejścia do życia. Ilekroć czułam potrzebę aby zniknąć z mojego życia codziennego w końcu mniej lub bardziej świadomie do tego doprowadziłam. Od tamtego czasu nie mam ochoty nigdzie uciekać ani wyjeżdżać poza mój dom. Tak bardzo doceniłam moje życie pomimo wszelkich trudów. 

Bardzo ważni byli przy mnie też ludzie, którzy pomogli mi w tym abym podjęła właściwe decyzje. Gdy usłyszałam, że albo przepracuje ten bajzel w którym tkwię od 22 lat bo inaczej pewnego dnia szlag mnie trafi. I mój organizm nie da rady z kolejną powtórką z rozrywki. Miałam przy sobie osoby, które bez ogródek wiedziały co należy mi powiedzieć aby pchnąć mnie do wyrwania się z tego schematu. Wszystko zadziałało ale to ja byłam odpowiedzialna za siebie i mój stan w tamtym momencie. To ja musiałam stoczyć wewnętrzną walkę, zejść w głąb siebie i dotrzeć do tego, co widzieli inni. Uświadomić sobie to co było dla mnie nieświadome. A co doskonale maskowałam pod zasłoną frustracji i przeciążenia fizycznego dniem codziennym. 

To wydarzenie miało również ogromny wpływ na podjęcie decyzji do zmian w naszym życiu codziennym. Nie byłam w stanie być tak aktywna fizycznie jak dotychczas. Potrzebne było odciążenie mnie. A za tym pojawiły się rozwiązania, które pociągnęły dalszą falę zmian na lepsze. Moje życie obecne nie jest tym samym życiem co przed odmą.

Dlaczego spotykają nas te same sytuacje? Dlaczego mamy wrażenie, że tkwimy w błędnym kole? Jeśli coś powtarza się i dotyka nas cyklicznie warto przyjrzeć się temu głębiej. Nie skupiając się na samym wydarzeniu a emocjach jakie nam towarzyszą. Okoliczności jakie temu sprzyjają to doskonałe wskazówki. 

Druga kwestia: dlaczego "trafiamy" na ludzi i w miejsca gdzie pomoc jest nieskuteczna? Dlaczego w tym szpitalu mi nie pomogli a w drugim już tak? Dlaczego jeden lekarz mi nie pomoże a innej osobie pomoże? Odpowiedź na te pytania tkwi w nas samych i wynika z naszych mniej lub bardziej świadomych decyzji. A przede wszystkim własnej woli. Bez woli i chęci nie podejmiemy skutecznych decyzji i nie spotkamy tych którzy nam dobrze pomogą.

Jeżeli temat nie jest w pełni przepracowany i kiedyś znowu się powtórzy może to być oznaką, że jeszcze mamy coś do zrobienia. Na co wcześniej nie był odpowiedni czas. Nie zawsze jest tak, że podczas jednej lekcji będziemy w stanie przerobić wszystko raz na zawsze. Czasami jest to rozłożone na raty w czasie. Abyśmy byli w stanie to udźwignąć na tyle ile jesteśmy w stanie w danym momencie. 

Moje tendencje do wcielania się w ofiarę i roszczeniowość, chociaż z przebiegiem lat wygasają, wciąż dają o sobie znać. Pokora to słowo klucz, która jest najistotniejsza w procesach w których biorę udział. Stare lubi o sobie przypominać a korzenie potrafią być bardzo długie. Te tendencje to również emocje i uczucia z dawnych historii. To także nasze blokady wewnętrzne, których kurczowo się trzymamy i którymi bronimy się przed zmianami na lepsze.

Lada dzień minie dokładnie 7 lat, gdy mniej lub bardziej świadomie podjęłam decyzję o tym aby zmienić w sobie i wokół siebie wszystko.  Na wszystkie nurtujące Ciebie pytania odpowiedzi masz w sobie samym. Nawet na te najbardziej absurdalne na pierwszy rzut.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W kierunku światła.

Nie lubię