Nie lubię

 

Nie lubię moich niektórych nawyków i przekonań.

Siedzą sobie głęboko a ja kurczowo się ich trzymam.

I nie wiedzieć czemu, pomimo tego jak jest mi z nimi źle.

To jednocześnie jest mi z nimi dobrze.


Tyle mam, wszystko co trzeba aby być szczęśliwą. To dlaczego tak trudno jest odczuwać to szczęście? Lata funkcjonowania z nisko energetycznymi przekonaniami zrobiło swoje. Stare "lubi" się trzymać, nie odpuszcza a jak puszcza, to wraca jak bumerang. Czasami jestem już bardzo zmęczona i wyczerpana. Czasami to jest jak błędne koło a ja mam po prostu dość. Ale za nic w świecie nie chciałabym niczego, co było. Chciałabym po prostu, żeby było lepiej i dobrze. I tak jest. Widzę to, gdy tylko odwracam głowę aby spojrzeć za siebie na chwilę. Dostrzec różnice i zmiany które zaszły, które są. 

Nie umiem funkcjonować w trybie: "Już jest dobrze i będzie dobrze."  Nie posiadam takich umiejętności, nie znam sposobów, technik. Wszelkie próby pozytywnych afirmacji wyglądały tak samo: jakbym zawijała gówno w papierek i udawała, że mam cukierka. Akceptacja przychodzi bardzo trudno. Pewnych rzeczy po prostu w sobie i u siebie nie lubię. A jednocześnie kurczowo je trzymam. Zupełnie nie wiem po co. Zapewne kryją się za tym korzyści i gdy o nich myślę, to mnie tylko denerwują. Pod pewnymi względami z ogromnym powodzeniem stosuję samobiczowanie. Zdając sobie sprawę z tego, że przekazuje te schematy moim dzieciom. Ta świadomość jest dobijająca. Łatwiej jest robić coś w niewłaściwy sposób nieświadomie. Czasami w terapii pojawiają się takie momenty, gdy zwiększona świadomość siebie powoduje wzrost frustracji i niechęci wobec siebie samej. Czyli zamiast iść do przodu ja generuję kolejne negatywy w swoją stronę. I nie dzieje się nic. Staję w miejscu. Wkurwiona.

Odpuścić - słowo klucz. Dlaczego nie mogę po prostu odpuścić? Przecież to jest najprostsze, najbardziej banalne rozwiązanie. Niegdyś bardzo zależało mi na tym, żeby wiedzieć dlaczego było mi źle. Szukałam przyczyn - winnych, wszędzie, dookoła, w różnych zakamarkach. Dzisiaj nic mnie to nie obchodzi. Nie potrzebuję wiedzieć dlaczego bywa źle. Potrzebuję wiedzieć JAK żyć dobrze. Dobrze z tym co jest. Przestać się bać przyszłości. Pożegnać strach i lęki. Trochę już zrobiłam. Jestem bliżej niż dalej. 

Obraz autorstwa rawpixel.com na Freepik
Długie lata życia w schematach powielanych od pokoleń i z dawnych dziejów przyczyniły się do nabrania "brzydkich" nawyków. Wielu z nich też nie lubię. Wyprowadzanie starych schematów i przekonań idzie mi coraz lepiej. Z nawykami jest gorzej. Nawyki są najświeższe, najbardziej aktualne. Nawyki wykonujemy automatycznie, bez namysłu, czasami bez zastanowienia, z zamkniętymi oczami. To także nasze przyzwyczajenia do których jesteśmy bardzo przywiązani. Przywiązanie jest tą pułapką, która najbardziej trzyma nas z nawykami. Nawyki to też blokady, które stają na drodze aby iść do przodu. Robimy różne rzeczy z przyzwyczajenia, które są nawykami bo innych nie znamy. Robimy je także z naszej wygody i poczucia komfortu. Nie zdając sobie sprawy jak potrafią nas ograniczać. Tworzymy sobie nawyki, z przyzwyczajenia albo dla przyzwyczajenia i przywiązania. Nawyki ograniczają naszą elastyczność. To sztywne ramy, w których wstawiamy to co do nich nam będzie pasować. Dalej idą oczekiwania, że otoczenie będzie dopasowywać się do naszych ramek. 

Pomimo tak wielu rzeczy, które w sobie mam, którymi jestem a których nie lubię cieszę się, że mam możliwość odkrywania ich dalej. Nie są to cechy łatwe, lekkie i przyjemne. Nie wynoszą mnie na wyżyny i nie powodują wzrostu skrzydeł. Poznawanie siebie jest bardzo istotne w procesach terapeutycznych i transformacji. Pozwala zrozumieć pewne poczynania i życiowy los. Wszystko staje się jasne. Poszerzanie samoświadomości, pomimo nielubienia wyciąga mnie z mroku i zbliża w kierunku światła. W pewnym momencie odkryłam, że nie muszę na siłę pakować w siebie samoakceptację. Bo czym jest samoakceptacja? Mam trzymać w sobie to czego nie chcę?  Wolę zmieniać siebie na lepszą. To czego nie lubię, zamieniać w to co lubię. To, że czegoś w sobie nie lubię, nie oznacza że to odrzucam. Przestałam się wypierać pewnych niechlubnych cech. Nie lubię ale przyjmuję. Potwierdzam ich istnienie i obecność. Dzięki temu, z czasem odchodzą w zapomnienie. Przestają być mi potrzebne. Przestają spełniać swoje funkcje. 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

W kierunku światła.